czwartek, 5 maja 2016

Byle ci się chciało...

...to dasz radę.



Hej :)  [Nie, tytuł nie ma nic wspólnego z "Gdyby mi się chciało tak, jak mi się nie chce..."]

   Szczerze mówiąc, to właściwie nie mam pomysłu na tego posta. Piszę, żeby pisać.
Długo walczyłam ze sobą o zaczęcie nowego bloga. Ostatnio jakoś się przełamałam, jak widać. Zbieram się na wygranie walki ze sobą w jeszcze jednym miejscu mojego życia. Jest ważne, ale jakoś... po prostu nie jest mi łatwo rozwijać się w tym względzie. Zobaczymy co z tego wyniknie. 

Walka o coś ważnego i -mam nadzieję- dobrego podobno nie jest zwykle łatwa. Spróbuję powalczyć o moje marzenia. Wiem, brzmi to górnolotnie ;) ale właściwie, to marzę o fajnej codzienności. O przełamaniu pewnych przyzwyczajeń, których nie cierpię i o tym, żeby na ich miejsce weszły te lepsze :)

   Dzisiaj musiałam też "walczyć" o to, żeby zagrać na popisie mojej klasy w szkole muzycznej. Udało się, zagrałam :) Myślę sobie, że nie ma co się lenić i bać. Najwyżej coś nie wyjdzie, ktoś powie "nie", ale Ty będziesz żyć dalej. Bóg wciąż Cię kocha i nie ma zamiaru przestać. A tak w ogóle, to zacytuję słowa Pana Jezusa z Dzienniczka św. s. Faustyny:

"Nie za pomyślny wynik nagradzam, ale za cierpliwość i trud dla mnie podjęty" (Dz 86)

Chyba już wszystko jasne ;)